[Tło muzyczne]
- Tomo złap mnie – wymamrotałam opierając się ramieniem o ścianę.
- Co?
- Złap mnie! – krzyknęłam, gdy moja dłoń w ostatniej chwili ścisnęła koszulkę Chorwata. Nie do końca wiedziałam, co się ze mną dzieje, ale na pewno działo się źle.
- Przestań się wygłupiać, nie wymusisz na mnie tego, bym Cię niósł, leniu jeden! – roześmiał się.
- Uwierz mi, jeszcze chwila i zamiast mnie nieść, będziesz mnie zbierał z podłogi – wymamrotałam i wciąż mocno się go trzymając, schyliłam się opierając dłonią o udo.
- Dobra, do mojego pokoju – powiedział zdecydowanie, po kilkusekundowej ciszy, podczas której chyba analizował i sprawdzał na ile mówię poważnie. Uczepiona Tomo i po chwili także przez niego lekko podtrzymywana, niemrawo sunęłam przez korytarz, choć jedyne co widziałam to spowitą plamami podłogę – Na łóżko! – krzyknął.
- Do łazienki chcę – podniosłam się i powolnymi krokami próbowałam znaleźć się w pomieszczeniu obok. Dzięki Bogu, że wszystkie te pokoje wyglądają identycznie.
- Będziesz wymiotowała? – Milicevic zrobił przerażone oczy, na co ja tylko się skrzywiłam – Zlituj się! Przerabiałem to nad ranem z Shannonem, nie zniosę tego kolejny raz! – w jego głosie wyczułam uśmiech, nie byłam jednak w stanie odpowiedzieć mu tym samym. W końcu stanął centralnie nade mną - Co Ty robisz?
- Zabijam potwora... – wymamrotałam rozkładając się na wznak płytkach i zamykając oczy.
- Że kogo?
- Potwora, który siedzi teraz w mojej głowie i wali tam na oślep młotkiem... – miałam wrażenie, że zaraz rozsadzi mi głowę – Słabo mi Tomo, poważnie – przesunęłam się po podłodze, podniosłam nogi i oparłam je o ścianę – Tak będzie lepiej. Tak się robi, podobno... Słyszałam kiedyś, że jak się człowiek źle czuje, to trzeba się właśnie położyć całym ciałem na zimnym, wtedy stabilizuje się ciśnienie. Albo coś innego... Coś na pewno się stabilizuje. O nogach do góry było coś na kursie z pierwszej pomocy. Poza tym i tak bym nie ustała, więc wolę się położyć niż rąbnąć bezwładnie o ziemię... – wyjaśniłam ledwo składając słowa w zdania.
- Wodę Ci dać? Zadzwonić po kogoś? Bierzesz może leki? Coś Ci przynieść? – podniosłam głowę i kątem oka widziałam skaczącego wokół mnie Tomo, wyglądającego jakby użądliła go osa.
- Po nikogo nie dzwoń. Nic nie chcę, leków nie biorę, nic nie przynoś. Siadaj, zaraz mi przejdzie – wycedziłam przez zęby walcząc z bólem – Może ręcznik mi zmocz wodą, zrobię sobie okład.
- Tylko pamiętaj, nie idź w stronę światła! Żadnych tuneli, żadnego światła! - w mgnieniu oka poderwał się i wykonał moje polecenie. Po chwili materiał wylądował na mojej głowie.
- Tomo, masz fajki? – usłyszeliśmy oboje w tle – Moje się skończyły, a nie chce mi się biec do sklepu – głos stawał się wyraźniejszy. Wiedziałam już, że to Tim.
- Jesteśmy w łazience! – krzyknął Chorwat nie ruszając się z miejsca.
- Jacy my? – nie otwierając oczu usłyszałam kroki i wiedziałam, że Tim przekroczył próg – Co tu robicie?
- Tomo siedzi, a ja leżę – powiedziałam zsuwając ręcznik z oczu i lekko się uśmiechając.
- To widzę. Coś się stało? – Tim oparł się o umywalkę spoglądał raz na mnie, raz na Tomo.
- Laura tu zaraz zejdzie, nie wytrzymała naszego tempa życia – roześmiał się Milicevic.
- Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz! Zaraz będę jak nowonarodzona! – wzięłam kilka głębokich wdechów, po czym skierowałam się do Tima – Głowa mnie rozbolała tak, że prawie odfrunęłam.
- Za dużo imprezujesz – Tim puścił mi oko.
- Raczej za mało sypiam i jem, a za dużo...
- ...a za dużo się kłócisz i wymądrzasz! – Tomo mi przerwał, za co oberwał ręcznikiem.
- Twój organizm powinien się już raczej przyzwyczaić. Chcesz coś na ból głowy? – Tim zaczął przeszukiwać kieszenie spodni, po czym wyjął niewielkie pudełeczko – Bardzo Cię boli? To są silne leki.
- Daj, raz się żyje… - wyciągnęłam dłoń, na której wylądowała tabletka.
- Tomo, masz fajki? – usłyszałam kolejny głos w tle.
Co jest? Mam deja vu?
- Czy ja wyglądam jak producent wyrobów tytoniowych? – Tomo przewrócił oczami i wstał.
- Pogrzało Was? Co tu robicie? – do łazienki wkroczył Shannon.
- Niech to ktoś wyjaśni – westchnęłam. Tomo w skrócie powiedział co się wydarzyło. Shannon stał oparty o framugę trzymając w dłoni porcelanowy kubek.
- Mogę? – wyciągnęłam rękę licząc, że podzieli się tym, co sączył. Pokiwał głową i podał mi napój. Uniosłam lekko tułów i popiłam tabletkę kawą znajdującą się w środku.
- Brałaś coś? – Shannon zmierzył mnie wzrokiem.
- Co? – uniosłam brwi zdziwiona, przez chwilę nie rozumiejąc co ma na myśli – Zwariowałeś? - W łazience zapadła cisza i wszyscy skierowali swój wzrok na mnie oczekując odpowiedzi – Chyba żartujecie! Jak Ci to w ogóle mogło przyjść do głowy? Od kilkudziesięciu godzin jestem na nogach i uwierz mi, brak snu i wydarzenia ostatniej doby wystarczają bym czuła się jak na haju.
- Wyluzuj, po prostu pytam – rzucił – To jak, masz te fajki? – skierował się do Tomo.
- Leto, Ty to jesteś bez serca – Tomo wyjął paczkę z kieszeni i rzucił nią w perkusistę – Nasza pani fotograf walczy o życie, a Ty tylko o sobie myślisz.
- Myślę, że ma jej się na życie – Shannon uśmiechnął się mierząc mnie wzrokiem, po czym dodał – Sam potrzebuję uzdrowiciela, mam kaca jak stąd do Chin. Nie tylko Laura ma za sobą ciężką noc.
- Prawda – zgodziłam się widząc zmordowane miny chłopaków i zaczęłam powoli się podnosić – Mnie już lepiej. Koniec przedstawienia! Rozejść się – usiadłam pod ścianą i sączyłam kawę Shannona. Powoli kołowrotek się uspokajał, plamy zniknęły, pozostał tylko ból głowy.
- Balkon – Leto szturchnął Tima i skierowali się do wyjścia. Tomo oparty o ścianę przyglądał mi się w milczeniu.
- Dochodzę do siebie – powiedziałam wstając i kierując się do pokoju obok – Dobra jeszcze minutka i zmykam – widząc łóżko nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że do mnie przemawia. Padłam wtulając głowę w miękką pościel – Chyba potrzebuję czasu, by przywyknąć do Waszego trybu życia, do tego wszystkiego – wymamrotałam z twarzą wgniecioną w materiał.
- Tego czasu to akurat masz coraz mniej, więc spiesz się – powiedział Tomo rzucając się obok mnie. Głośno ziewnął i przeciągnął wydając przy tym odgłosy niczym dzikie zwierzę. Zmierzyłam go wzrokiem, na co on tylko wyszczerzył zęby i przymknął oczy.
- Lepiej? – do pokoju wszedł Tim z Shannonem, a za nimi opary jak z zakładowej palarni, wyjątkowo drażniące moje nozdrza.
- Chyba tak... Dziękuję – odpowiedziałam obserwując ich ruchy. Tim usiadł na fotelu stojącym obok łóżka, Shannon natomiast zakrył palec ustami, po czym z impetem rzucił się na leżącego Milicevica.
- Na głowę upadłeś? Chcesz mnie połamać? – Tomo aż podskoczył – To ciało jest warte miliony, lepiej uważaj!
- Już nie bądź taki delikatny - Shannon zsunął się z gitarzysty i rozłożył obok.
[Tło muzyczne]
- Tomo widziałeś Laurę? Gdzieś mi zwiała... – usłyszeliśmy głos z korytarza, a tuż po nim nad łóżkiem stanął Jared – Co Wy tu robicie?
- Jak Ci zwiała, to najwidoczniej miała ku temu powód. Ten powód nazywa się boskie ciało Milicevica! – Tomo wyprężył pierś.
- Widzisz Jared, podejrzewałeś mnie o romans z Olitą i moim rodzonym bratem, a o swoim rozwiązłym gitarzyście nie pomyślałeś – roześmiałam się unosząc wskazujący palec do góry. Leto stał zdezorientowany – Przecież żartuję! – przewróciłam oczami i usiadłam na łóżku po turecku.
- Ja Ci to wyjaśnię! Otóż Laura przyszła do mnie, położyła się i powiedziała, że jest cała dla mnie. Stwierdziłem, że sam nie dam jej rady, więc zawołałem Tima. Potem przyszedł jeszcze Shannon, trochę kręcił nosem, ale ostatecznie stwierdził, że zostanie. Teraz siedzimy i zastanawiamy się jak się do niej zabrać. Także dobrze, że jesteś, może chcesz się przyłączyć? – popatrzyłam na Tomo spod byka - Wprawdzie nie wygląda zbyt zachęcająco, ale jak się nie ma co się lubi... – zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, za co oderwał w ramię. Jared zrzucił bluzę i usiadł na brzegu łóżka – A tak poważnie to ominęła Cię akcja reanimacyjna tejże oto niewiasty.
- Jaka akcja reanimacyjna? – zmarszczył brwi.
- Żadna akcja reanimacyjna, źle się poczułam, Tomo był obok, zaciągnął mnie tu, nic takiego, po prostu głowa mnie rozbolała, taka głupota – powiedziałam spokojnie nie chcąc roztrząsać sprawy.
- Głupota? Nic takiego? Nie chcę mówić, kto jeszcze chwilę temu słaniał się na nogach, bredził coś o potworze walącym młotkiem, a potem położył się na środku łazienki. Naprawdę nie chcę mówić... – Tomo teatralnie palcami wskazującymi obu dłoni wycelował w moją twarz.
- Tak to ja! – przyłożyłam rękę do klatki piersiowej – Jak widać żyję i mam się dobrze. Zaraz mi przejdzie zupełnie.
- W takim razie masz dziś wolne – Jared powiedział to w sposób taki, jakby było to zupełnie oczywiste.
- Chyba w Twoich snach. Zrobię sobie drzemkę, wezmę prysznic, wypiję kawę i będę jak nowa!
- Nie w moich snach, tylko będzie tak jak mówię. Zmęczona, niewyspana, z bólem głowy i omdlewaniem, do niczego nam się nie przydasz... Najwidoczniej potrzebujesz odpoczynku.
- Jestem za Laurą! – Tomo podniósł rękę. Wdzięcznie wyszczerzyłam zęby w uśmiechu, chyba nieco za wcześnie – Prysznic zdecydowanie jej się przyda!
- Ty złośliwy niedźwiedziu! – szturchnęłam go próbując zepchnąć z łóżka – Spójrz na siebie!
- Ej, chciałem tylko nieśmiało przypomnieć, że to moje łóżko… - wgramolił się z powrotem – Nie spinaj się tak, żartuję. I tak naprawdę jestem na Jaredem. Prawie zeszłaś w tej łazience. Jak szef mówi, że masz odpocząć, to masz odpocząć.
- Przestańcie się wiercić, niektórzy próbują spać! – warknął Shannon przekręcając się na bok.
- Wczoraj jak błagałam o wolne, to wszyscy mówili, że nie ma takiej opcji, a dziś tak po prostu mogę zostać, obijać się i nikomu to nie przeszkadza? – zapytałam podejrzliwie.
- Chodzi o Twoje zdrowie, to trochę inna bajka niż chęć uniknięcia Marcela… - odpowiedział z pewnością siebie w głosie – Poza tym dziś jedziemy tylko na wywiady, możesz to sobie odpuścić. Nic się nie stanie.
- Uniknięcia Marcela? – Tomo wyraźnie się zainteresował – Czyżby ten wyrostek, z którym byłem gotowy walczyć, złamał twe serce?
- Nieważne! I nigdzie nie zostaję! Wszystko już okey! – zrobiłam minę rozkapryszonego dziecka.
- Opowiedz, opowiedz! Brakuje nam tu pikantnych opowiastek! – Tomo jak rozemocjonowana nastolatka trzepotał rękami – W kółko tylko koncerty, wywiady, jedzenie, koncerty, wywiady, jedzenie. Czasem spanie. Żadnych romansów, żadnych ekscesów, żadnych awantur...
- Ja miałem wczoraj eksces. I dochodzę do siebie do teraz – wymamrotał Shannon.
- Proszę Cię daj spokój, Tomo... – spojrzałam na niego zrezygnowana, po czym dodałam – Jestem Ci naprawdę wdzięczna za wczoraj. Nie miałam okazji wcześniej podziękować, więc robię to teraz. To wszystko w ogóle nie powinno było się wydarzyć…, ale cóż czasu nie cofnę.
- Moja droga, w takich sprawach jestem zawsze zwarty i gotowy – roześmiał się rozkładając ramiona i demonstracyjnie napinając mięśnie – To jako wyraz wdzięczności opowiedz o co chodziło!
- Nie! – powiedziałam zdecydowanie – Wymyśl coś innego. Przepraszam Was wszystkich, że musieliście uczestniczyć w tej szopce w klubie i dziękuję za gotowość pomocy.
- Jesteś teraz jedną z nas. A swoich trzeba pilnować i bronić – Milicevic klepnął mnie w ramię, a ja czułam jak czerwienię się na jego słowa.
- Dokładnie! I w związku z tym zarządzam Ci dziś dzień wolny, w ramach obrony... Twojego zdrowia! – Leto klasnął w dłonie. Ten znowu swoje.
- Nie ma takiego zarządzania! Siłą mnie w pokoju nie zamkniesz!
- Jak będę musiał to zamknę – uśmiechnął się – I słuchaj starszych. Dobrze na tym wyjdziesz! Wszystko robisz po swojemu i sama widzisz co z tego wynika.
- Niby co? – podniosłam ton.
- Spięcia, sprzeczki, kłótnie, ciche dni, głośne dni, spotkania z przeszłością i nawalanie zdrowia – wyliczał.
- Acha i to wszystko moja wina? Świetnie.
- Po części...
- To może powinnam wyjechać? – poirytowałam się.
- A może nam zaufać? Zamiast zwiewać, to nabrać dystansu, otworzyć się, przestać podejrzewać o nie wiadomo co, słuchać rad. Nikt tu nie jest przeciwko Tobie! Siedzimy w tym dłużej od Ciebie. Mamy być zgraną drużyną. Jak się z kimś przebywa 24 godziny na dobę to inaczej nie można. Takie życie rządzi się swoimi prawami!
- Na przykład takimi, że wszyscy wszystko o sobie wiedzą – do rozmowy wtrącił się Tomo.
- I wchodzą bez pukania do Twojego pokoju – dodałam.
- Czasami bekają albo chrapią – Tim wskazał na Shannona, który w międzyczasie odpłynął w tylko jemu znane rejony. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Wiem, ja to wszystko wiem... – powiedziałam cicho. Zrobiło mi się głupio, poczułam nagle, jakbym była przyczyną całego zła – Może chwilami zachowuję się dziwnie, ale po prostu próbuję… chronić siebie.
- A co my chcemy Cię zabić? – Jared się roześmiał.
- Głowa do góry! Będzie tylko lepiej! – Tomo poczochrał mnie po włosach.
- Tylko musisz przestać być taka uparta, zawzięta i skryta – Nawet Tim przeciwko mnie, koniec świata! Cóż, nie ulegało wątpliwości, że mieli rację. Po części na pewno ją mieli.
- Rozumiemy, że próbujesz chronić swoją prywatność. Chyba nikt tak dobrze jak my tego nie rozumie. Wszystko będzie prostsze, jeśli będziesz nieco bardziej otwarta i szczera – westchnął nieco smutno. Spojrzałam mu w oczy odpowiadając tym samym. Czułam się bezradna. Siedzieliśmy chwilę w milczeniu, które zostało przerwane przez ciche pukanie do drzwi, w których pojawiła się Emma.
- Wszędzie Was szukam. Doszliście już do siebie? Za godzinę się zbieramy i jedziemy. Mamy przed wylotem do nagrania kilka wywiadów – mówiła wstukując coś w telefon.
- Można to przesunąć? – Jared splótł dłonie i założył je na kark. Wszyscy zwróciliśmy się w jego stronę zdziwieni.
- Jak przesunąć? Coś nie gra? – Emma oderwała wzrok od telefonu.
- Wyglądamy jak milion nieszczęść, to nie gra. Ja nie spałem od wczoraj, Laura zresztą też, chłopaki ledwo dogorywają po tym przyjęciu, Shannon sama widzisz. To nie ma sensu... – wyjaśniał.
- Nie śpię! Próbuję zapanować nad kołowrotkiem w mojej czaszce! – perkusista nagle się przebudził i na dowód trzeźwości swego umysłu otworzył szeroko oczy.
- Dacie radę, weźcie szybki prysznic, zjedzcie śniadanie. Prześpicie się w samolocie. Nie pierwszy i nie ostatni raz tak jest! – odpowiedziała zdecydowanie, na co większość zajęknęła z niezadowoleniem.
- A już miałem nadzieje... – westchnął Tomo podnosząc się z łóżka.
- Emma przełóż to. Na popołudnie. Nie będziemy odwalać fuszerki. Samolot mamy wieczorem, tak? – zapytał Jared, na co Emma pokiwała głową – Zdążymy ze wszystkim. Wszystko ustalone, a teraz wszyscy do siebie.
- Ustalone to będzie jak wykonam piętnaście telefonów i będę się musiała tłumaczyć ludziom. Zapowiada się miłe popołudnie... – pokręciła z niezadowoleniem głową Emma. Przeczesała dłonią włosy i dodała – 14 może być? Wyrobicie się?
- Tak jest! – Tomo zasalutował po czym znowu opadł na łóżko przytulając się do poduszki – Niech mnie ktoś obudzi pół godziny przed wyjściem. A Ty się klocku posuń jak masz zamiar tu spać! – szturchnął Shannona, który stękając wstał i najwidoczniej zdecydował odpocząć u siebie.
- Tomo, dzięki raz jeszcze za wszystko. Za wczoraj i dziś… – nachyliłam się i delikatnie cmoknęłam go w czoło.
- No proszę Cię, tak to ja mogę pomagać codziennie – wyszczerzył zęby. Widać było, że zaraz odpłynie do krainy snu. Mając w głowie jego obraz szalejącego na scenie, uśmiechnęłam się na widok gitarzysty opatulającego się kocem jak dziecko.
Ruszyłam w stronę wyjścia, odwracając się i spoglądając na siedzącego tam nadal Jareda.
- Tobie też... – powiedziałam cicho i udałam się korytarzem do swojego pokoju.
[Tło muzyczne]
Mój cykl dobowy został zaburzony na dobre. Czułam się jakby ktoś przejechał kilkukrotnie po mnie walcem. Zbyt wiele jak na jeden dzień...Jedną noc. Zbyt wiele jak na te kilkadziesiąt godzin. Marcel na festiwalu, potem w klubie, kłótnia z Jaredem, zupełnie niepotrzebna, potem ten spacer, całkiem miły, ale emocjonalnie nienajłatwiejszy i tak czy inaczej męczący, rozmowa z Marcelem pod hotelem, potem ten obrzydliwy ból głowy i piękne podsumowanie mojej osoby przez chłopaków. Tyle zdarzeń w kilkadziesiąt godzin. Spokojnie można by to rozłożyć na tydzień. Tu czas płynie zupełnie inaczej – pomyślałam szukając klucza w kieszeni bluzy, po czym otwierając drzwi powiedziałam do siebie wzdychając – Tu wszystko jest inne.
- Ty też jesteś tu inna… - usłyszałam za sobą i niemalże podskoczyłam.
- Chcesz, żebym dostała zawału? – z przerażeniem spojrzałam na wokalistę spokojnie stojącego za moimi plecami – Nie skradaj się tak... – przekręciłam klucz i porozumiewawczo spojrzałam na Jareda pytając czy chce wejść. Bez zastanowienia przekroczył próg. Okey, to już sobie odpoczęłam. Rzuciłam klucz na komodę i skierowałam się prosto do łazienki. Leto kroczył za mną – W tym wydaniu to na pewno jestem inna – powiedziałam przemywając twarz wodą i analizując swoje zmęczone odbicie w lustrze – Marne pocieszenie, ale na szczęście Ty nie wyglądasz lepiej – uśmiechnęłam się do Leto, który oparty o ścianę w milczeniu gapił się w sufit. Przepłukałam usta płynem i skierowałam się w stronę łóżka. Nie wiem jak Ty Leto, ale ja idę spać. Chcesz to sobie tu stój. Nie miałam ani siły, ani możliwości by się przebrać, więc jak stałam, w dresie i bluzie, tak padłam na łóżko. Rozplotłam związane włosy i przytuliłam się do poduszki. Po kilku sekundach poczułam jak łóżko się załamuje i rozchylając lekko oczy zobaczyłam siadającego tam Jareda.
- Inna to znaczy jaka? – zapytałam – To znaczy pomijając fakt, że na co dzień nie wyglądam raczej jak trup, a dziś spokojnie można by mnie żywcem zapakować do trumny i nikt by się nie zorientował, że oddycham.
Jared w zamyśleniu stukał palcami w narzutę łóżka.
- Brakuje mi trochę... – zaczął niepewnie - ...brakuje mi trochę Laury z Pragi. Takiej pewnej siebie, zdecydowanej, odważnej, zabawnej, nie przejmującej się niczym, chwilami może nawet obojętnej. Takiej bez ograniczeń, bez lęków, bez... Sam nie wiem... – uciął.
- Nie ma tamtej Laury. Tak samo jak nie ma Laury sprzed trzech lat i nie ma Laury sprzed pięciu lat. Ani tej sprzed piętnastu... – odpowiedziałam poprawiając poduszkę i układając głowę tak, by lepiej go widzieć.
- Nie chcę tej sprzed piętnastu, chcę tę sprzed kilku tygodni... – założył i zapiął bluzę, po czym przekręcił się i położył na brzuchu w bezpiecznej odległości obok. Co to w ogóle znaczy ‘chcę’? Kolego, przystopuj.
- Wiesz, że on ma żonę? – zapytałam po chwili.
- Kto? – zmarszczył brwi.
- Marcel. Ma żonę. Nie jestem w stanie ocenić czy się zmienił czy nie, być może – zagryzłam wargę – Na pewno ułożył sobie życie. Układa sobie, na nowo.
- Jest Ci z tego powodu przykro?
- Sama nie wiem. To znaczy, na pewno nie w takim sensie, że chciałabym być na jej miejscu. Nie, nie chciałabym. Po prostu to takie dziwne uczucie spotkać kogoś po latach i wiedzieć, że poszedł na przód. Że nie stoi w miejscu. Ja mam czasami wrażenie, że stoję. Niby ciągle się coś w moim życiu zmienia, dzieje, może nawet za dużo przez te ostatnie lata... Tylko tak sobie dzisiaj pomyślałam po spotkaniu z nim, że u niego wszystko zmieniło się na lepsze, tak wnioskuję. A u mnie, nic już chyba nie będzie tak dobre, jak było kiedyś... Boże, gadam od rzeczy, przepraszam – przetarłam czoło dłonią i zamknęłam oczy.
- Wiesz, tylko od Ciebie zależy czy będziesz stała w miejscu, cofała się czy kroczyła na przód. Od Ciebie zależy czy będziesz rozpamiętywała przeszłość i pozwalała na to, by ona zdominowała Twoją teraźniejszość i niszczyła przyszłość. Zobacz, tak naprawdę tego, co było, tego co się wydarzyło kiedyś, już nie ma, nie masz wpływu na tamte wydarzenia. Jesteś Ty tu i teraz. I to tu i teraz zależy właśnie od Ciebie. Jesteś panią swojego losu, możesz nią być, powinnaś nią być. Masz ku temu wszelkie predyspozycje. Pamiętaj, liczy się tylko dziś. To dziś, które kształtuje jutro… - wciąż z zamkniętymi oczami słyszałam jak cicho się roześmiał – Teraz to ja gadam od rzeczy. Może gdybym więcej o Tobie wiedział, mógłbym się do tego odnieść, a tak moje słowa mogą być tylko pustymi frazesami, które odbierasz i myślisz ‘O czym ten idiota mówi?’.
- Nie myślę tak – otworzyłam oczy – Masz rację. I ja to wszystko wiem. Tylko tutaj jakoś tak się pogubiłam i trochę straciłam pewność siebie... – przyglądał mi się uważnie - ...ale chyba jestem na dobrej drodze by się odnaleźć, po tym wszystkim, co zdążyło się tu wydarzyć. Może jak nie będziesz mi tak działał na nerwy, to jest szansa na Laurę z Pragi – uśmiechnęłam się szeroko.
- I kto to mówi!
- Tak, wiem, jestem tu przyczyną wszystkiego co złe.
- Dobrze wiesz, że nie jesteś…
- Nie jestem? To już nie jestem niezrównoważona, histeryczna, zamknięta, uparta, kłótliwa, skomplikowana, hipokrytyczna... – zaczęłam wymieniać, aż zakrył mi usta dłonią.
- Już daj spokój, znowu się nakręcasz, a ja już nie mam siły Ci tego tłumaczyć. Tym bardziej, że wszystko doskonale rozumiesz, tylko nie chcesz tego przyjąć. A poza tym nie ma takiego słowa jak hipokrytyczna! – roześmiał się.
- Wiem, ale potrzebowałam przymiotnika, hipokrytyczna, taki laurowy neologizm – wyjaśniłam. Czułam, że jestem już na granicy snu, moje powieki stawały się coraz cięższe, miałam wrażenie, że moje ciało wbija się w miękkie łóżko – Jared?
- Hm?
- Dziękuję za dziś. To pod hotelem. Mogłeś zrobić w tym czasie setkę innych rzeczy, ale zostałeś. Doceniam to.
- Musiałem zostać, inaczej byś stamtąd zwiała – przekręcił się i usiadł opierając się o ścianę. Teraz widziałam tylko jego wyciągnięte nogi. Mało przekonujący argument. Zastanawiałam się czemu tak naprawdę to zrobił, ale nie chciałam już kontynuować tego wątku. Ostatnie przebłyski świadomości oraz zaistniała sytuacja skłoniły mnie jednak by zapytać o coś zupełnie innego.
- Naprawdę żałujesz, że zabrałeś mnie w tę trasę? Wiesz, to zawsze można odkręcić, u mnie w redakcji ustawiłaby się kolejka chętnych na moje miejsce... – głos mi zadrżał. Pomimo wszystkich kłótni, spięć i niełatwych dla mnie momentów, perspektywa powrotu wcale nie poprawiała mojego samopoczucia.
- A powiedziałem tak?
- Powiedziałeś, wczoraj w nocy, w moim pokoju. Że zabrałeś w trasę kogoś obcego i że zaczynasz tego żałować...
- To było wczoraj... – znowu zaczął się wiercić i tym razem znalazł się naprzeciwko mnie ułożony na boku – A jak wiesz wczoraj już nie ma.
- Nie ma, ale te słowa wciąż są w mojej głowie...
- A więc trochę się przestraszyłaś? – uśmiechnął się – Sama wiesz jakie były ostatnie dni. Trudne dla nas obojga. Myślę, że co nieco sobie wyjaśniliśmy i jak powiedział Tomo teraz będzie już tylko lepiej. Oczywiście pod warunkiem, że posłuchasz naszych rad i przestaniesz być takim dzikusem! Poza tym mówiąc, że żałuję, trochę chciałem Cię sprowokować – poruszył kilkukrotnie brwiami zadowolony z siebie – Także nie myślę tak. Tak samo jak Ty nie myślisz, że jestem rozpieszczoną gwiazdą, która miała swoje widzimisię Cię tu zabrać!
- A skąd ta pewność? – udawałam oburzenie.
- Chyba nie dałem Ci powodu, byś tak myślała? Jestem pewien, że powiedziałaś to w przypływie złości.
- Jestem pewien, jestem pewien – zaczęłam go przedrzeźniać – Wkurzasz mnie tą swoją wszechwiedzą! I do tego kręcisz się jakbyś miał owsiki! Ułóż się wreszcie i chodźmy spać! – powiedziałam zdecydowanie, na co Jared wyszczerzył się w uśmiechu tak szerokim, że prawie rozerwało mu twarz – Nie mam serca Cię stąd wyganiać. Już się tak nie ekscytuj, będziemy tylko obok siebie leżeli.
- Małymi krokami... Wiesz nie od razu Rzym zbudowano! Od czegoś trzeba zacząć!
- Weź Ty Leto już nic lepiej nie mów, zamknij oczy i śpij. Zachowując tę odległość, co teraz, ani milimetra bliżej! – pogroziłam mu palcem i wsunęłam się pod narzutę.
- Tak, pamiętam, mam się nie zbliżać. Nuda! – zawył nienaturalnie przedłużając ostatnie słowo. Nie miałam już siły odpowiadać, tym bardziej, że zawinięta i przytulona do poduszki marzyłam o zaśnięciu – Laura?
- Mhm?
- A moglibyśmy przestać mówić sobie rzeczy, których tak naprawdę o sobie nie myślimy? – powiedział niemalże szeptem.
- Moglibyśmy... – odpowiedziałam wzdychając i nasuwając narzutę na głowę, próbując tym samym uchronić się przed słońcem zza okna. Przestać mówić sobie rzeczy, których tak naprawdę o sobie nie myślimy? Moglibyśmy. Nie jestem pewna czy wyjdzie nam to na dobre, ale czemu by nie spróbować?
***
Wymęczony, ale jest. Samopoczucie Laury chyba mocno mi się udzieliło, bo nie mam siły napisać nic więcej. Co do rozdziału mam takie przemyślenia, że lepiej się nimi nie dzielić. Jak zawsze pozostawiam do oceny Wam. I przepraszam za brak powiadomień, ale same widzicie, która jest godzina ;)
Dziękuję wszystkim, którzy „zameldowali się” i którzy zechcieli się wypowiedzieć pod ostatnim rozdziałem. Cieszę się, że mimo tak długiej przerwy, wiele z Was wciąż ze mną jest.
Dobrej nocy. A raczej dobrego dnia ;)